Zobacz nowe serwisy Kulturalnej Polski!
Streszczenia, opracowania lektur

KSIĘGA PIERWSZA - ROZDZIAŁ PIĄTY

Ignacy Krasicki


Gdybym chciał na wzór inszych amantów opisać piękność tej, którąm ukochał, fatygowałbym czytelników zbyt przeciągłym wyobrażeniem; lilie i róże, perły i rubiny, kształt Diany, wdzięk Wenery byłyby zapewne na placu. Ale jako piękność prawdziwa nie potrzebuje przysad, tak styk mój prosty i szczery nie wyrównałby żądaniu mojemu.

Julianna nie miała tego blasku płci, która - jak mówi romanse - lilie zawstydza; nie chcę ja różom ani liliom krzywdy czynić, powiem więc z prosta, iż była biała, rumieniec miała piękny, a co najbardziej przymilało jej postać, była skromność przedziwna w ułożeniu. Oko czarne, lubo żywe i pełne, nie bujało przecie na wszystkie strony ani zbyt pierzchliwą jaskrawością uprzedzało cudze spojźrzenia; chód był pomiarkowany, choć letki; głos wdzięczny, lubo niepieszczony. Może by się dla tych przywar innym nie podobała - mnie przypadła do serca.

Niedaleko naszego dworu był staw obszerny; ku tamtej stronie matka moja z Julianną wyszły na przechadzkę i chodziły w cieniu drzew zasadzonych na grobli; ja tymczasem, obaczywszy u brzegu małą łódkę, wsiadłem w nią i puściłem się na wodę. Gdym prawie był na samym środku, zawołany od matki, gdy raptem skręcić bieg łódki chciałem, ta się tak nagle przechyliła, iż straciwszy wagę wpadłem w wodę i zanurzyłem się. Skoczyli zaraz domowi i już nieraz pogrążonego, z wielką ciężkością i hazardem wpół prawie nieżywego na brzeg wynieśli.

Gdym pierwszy raz po otrzeźwieniu oczy otworzył, postrzegły płaczącą Juliannę. Widok ten taką we mnie uczynił rewolucją, iż straciwszy powtórnie zmysły, wtenczas dopiero przyszedłem do siebie, gdy mnie, zaniesionego do domu, na łóżku położono. Szukałem ciekawie, skorom do siebie przyszedł, jeżeli Julianny nie zobaczę, i gdym się o nią matki pytał, odpowiedziała, iż powtórna moja słabość tak ją przestraszyła, że zemdloną ledwo się było można dotrzeźwić: teraz dla nabrania sił u siebie spoczywa. Jeżeli słabość Julianny była mi przyczyną żalu, okazja słabości orzeźwiła serce moje; skutek jednak czyli przestrachu, czyli zaziębienia tak był dzielny , iż przez kilka niedziel z łóżka wstać nie mogłem. Przez czas słabości mojej ustawicznie prawie przesiadywała przy mnie matka. Raz, gdy wyszła z pokoju, kazała Juliannie zostać się przy mnie, mówiąc, iż zaraz powróci.

Skorom się sam, bez świadków, z Julianną obaczył, uczułem takową bojaźń i pomieszanie, żem ust otworzyć nie śmiał; przezwyciężając jednakże wstręt nadzwyczajny rzuciłem drżącym głosem

- Mamże mieć nadzieję, że moja, niedyskretna może, porywczość znajdzie odpuszczenie?... Czyż wiarę pozyskam, gdy to, com przyrzekł, stokrotnie potwierdzę?...

Z początku zbyła milczeniem pytania; jam w nią oczy wlepiwszy, czekał wyroku szczęścia lub nieszczęścia mojego. Na koniec, westchnąwszy ciężko, na tę się zdobyła odpowiedź:

strona:   - 1 -  - 2 - 


Drukuj  Wersja do druku     Wylij  Wyślij znajomemu


Komentarze
artykuł / utwór: KSIĘGA PIERWSZA - ROZDZIAŁ PIĄTY




Dodaj komentarz


Imię:
E-mail:
Tytuł:
Komentarz:
 






Menu:

Cytaty, sentencje

Linki:
Krzysztof Kamil Baczyński
Adam Asnyk
Adam Mickiewicz
Miłosierdzie gminy
Panny z Wilka
Pieśń o Rolandzie



   





.:: top ::.
Copyright krasicki.kulturalna.com
Wydawca: Olsztyńskie Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - Kulturalna Polska
współpracaautorzykontakt