Zobacz nowe serwisy Kulturalnej Polski!
Streszczenia, opracowania lektur

KSIĘGA PIERWSZA - ROZDZIAŁ TRZECI

Ignacy Krasicki


Pierwsze dni bawienia jegomości pana guwernora, póki się dobrze ze wszystkimi nie poznał, oznaczone były pokazywaniem grzeczności ogólnej ku wszystkim, atencji osobliwe dla matki mojej. My z naszej strony ile możności staraliśmy się o to, aby się nie pokazać grubianami i prostakami w oczach jegomości pana markiza. Zaś pan Damon (który lubo nam objawił, że był markizem, prosił jednak, aby go nie czczono tym tytułem, dla lepszego utajenia) coraz większe prezentował postaci grzeczności nadzwyczajnej i w naszych stronach me widzianej.

Po kilku dniach, gdy go matka moja usilnie prosiła, ażeby nam awantury swoje opowiedział, z początku wielki od tego wstręt pokazował, ale uproszony na koniec nie bez wielu poprzedzających darowizn, odkrył nam ledwo nie najjaśniejsze urodzenie swoje, przypadki ledwo słychane na morzu i na lądzie, awantury miłosne, niektóre pomyślne; niektóre z złym sukcesem; ta zaś najfatalniejsza, która go na koniec przywiodła do owego pojedynku z pierwszym prezydentem parlamentu. Skończył powieść zaklinając na wszystkie obowiązki, aby go nie wydawać; gdy się albowiem odkrył, życie jego zostawało w ręku naszych, a już się nawet dowiedział o tym od pewnego podufałego przyjaciela, książęcia, iż król francuski pisał do naszego z prośbą, aby go wszędzie po Polszcze szukano. Obiecaliśmy. jegomości panu markizowi zupełne w domu naszym utajenie, z tym jednak ostrzeżeniem, iż co do oka będzie traktowany jak guwernor, zaś w prywatnym posiedzeniu jako domowy przyjaciel i ze wszech miar dystyngwowany kawaler.

Ledwo mogła utaić w sobie i pohamować zbytek pociechy matka moja, iż nie szukając daleko, taki skarb w domu swoim znalazła; że zaś ten sekret trochę jej na sercu ciężał, jako ostrożna i wielce dyskretna, powierzyła go pod wielkim zaklęciem dwom tylko wypróbowanej roztropności sąsiadkom i nie wiedzieć, jakim sposobem, po całej okolicy wieść się rozeszła o strasznych przypadkach jegomości pana markiza; wszyscy jednak tę mieli dyskrecją, iż tylko w prywatnych posiedzeniach o nich gadali. Byli niektórzy małowierni, ale tę resztę dzikości sarmackiej umiały poskramiać damy, które z natury skłonne do litości, z żalem zapatrywały. się na tak wielkie poniżenie zacnej osoby.

Nieskończenie przypadł mi do gustu mój nowy pan guwernor; stąd jednak najbardziej, gdy jaśnie i oczewiście matce mojej wyprobował , iż szkolna nauka żakom tylko przystoi, zacnego zaś panięcia dowcip regułami zacieśniony na to by się tylko przydał, żeby go palcem po Paryżu wskazowano.

- U nas bowiem w Paryżu - dodał - język łaciński w takowej jest pospozycji, iż kto go umie, nie może się w uczciwej kompanii pokazać, damy się na niego krzywią, a kawalerowie nazywają go pedantem. Edukacja dobra zaczyna się od nabierania prezencji i fantazji, ciągnie się i kontynuuje probowaniem wspaniałości umysłu, kończy się zaś doświadczaniem sentymentów serca.

strona:   - 1 -  - 2 - 


Drukuj  Wersja do druku     Wylij  Wyślij znajomemu


Komentarze
artykuł / utwór: KSIĘGA PIERWSZA - ROZDZIAŁ TRZECI




Dodaj komentarz


Imię:
E-mail:
Tytuł:
Komentarz:
 






Menu:

Cytaty, sentencje

Linki:
Krzysztof Kamil Baczyński
Adam Asnyk
Adam Mickiewicz
Miłosierdzie gminy
Panny z Wilka
Pieśń o Rolandzie



   





.:: top ::.
Copyright krasicki.kulturalna.com
Wydawca: Olsztyńskie Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - Kulturalna Polska
współpracaautorzykontakt